Lektury dla nastolatków

Dziś święto dzieci, a dzieciństwo mocno kojarzy mi się z książkami. Czytanie fascynowało mnie od najmłodszych lat, jeszcze przed pójściem do zerówki babcia pomagała mi składać pierwsze zdania. Już wtedy czułam, że ta umiejętność otwiera drogę do naprawdę fantastycznych historii. I wiesz, co? Nie myliłam się ani trochę. 🙂 Jestem pewna, że też masz książki, które miło wspominasz po latach – daj znać w komentarzu, co to są za tytuły!

Książki masowo zaczęłam pochłaniać już w szkole podstawowej. Doskonale pamiętam wakacje, podczas których odwiedzałam bibliotekę nawet kilka razy w tygodniu. Idąc do gimnazjum, miałam za sobą większość książek z półki „dla młodzieży” (swoją drogą do tej półki wracam z ogromnym sentymentem). Teraz, po kilkunastu latach, z miłą chęcią przypominam sobie przygody poznanych wtedy bohaterów.

Po pierwsze: książki o uczuciach

Dobrze pamiętam, kiedy odkryłam serię Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty. Z historiami przeróżnych nastolatek spędziłam wiele letnich i zimowych wieczorów. Były krótkie, lekkie, często wzruszające i zwykle dość przyziemne; pozwoliły mi poznać świat i myśli innych dziewczyn.

Z równym zaangażowaniem wczytywałam się w kolejne części Pamiętnika księżniczki Meg Cabot. Razem z Mią przeżywałam dylematy i rozterki towarzyszące młodej następczyni tronu (nigdy natomiast nie rozumiałam jej problemów z algebrą).

Trochę bardziej odjechana i abstrakcyjna była seria Replika, opowiadająca o przygodach nastoletniej Amy, jednej z siedmiu klonów o cechach nadczłowieka. Tu dopiero można było popuścić wodze fantazji! Marilyn Kaye pokazała jednak, że bycie najlepszym we wszystkim to nie są przelewki, a intencje innych ludzi nie zawsze są dla nas dobre.

Dorzucę tu także opowieści o Szkole przy cmentarzu, czyli moje pierwsze podejście do literatury grozy.

Po drugie: fantastyka

Wydaje mi się, że pierwszy był Harry Potter. Do tej pory pamiętam swoje zdziwienie, kiedy w szóstej klasie jedną z lektur uzupełniających był właśnie Harry Potter i Kamień Filozoficzny, ale obowiązkowo musieliśmy przeczytać tylko kilka rozdziałów. Zupełnie nie rozumiałam, jak można porzucić książkę w połowie, w dodatku TAKĄ książkę.

Kolejne części poszły migiem, a ostatni tom czytałam w wersji tłumaczonej przez ochotników-amatorów, bo nie mogłam się doczekać oficjalnego polskiego wydania. Jak to mówią: to były czasy! (A teraz czasów nie ma, wiadomo). J.K. Rowling wprowadziła mnie nie tylko w świat magii i czarodziejstwa, ale także obudziła miłość do fantastyki w ogóle. Od tego czasu magia, smoki i elfy na stałe zagościły w moim życiu.

W międzyczasie odkrywałam Alagaësię i historię Eragona oraz jego smoczycy Saphiry, napisaną przez nastoletniego Christophera Paoliniego. To było magiczne 2700 stron. 😀

W bibliotece dotarłam też do półki z literą K, a Stephen King napędził mi sporo strachu. Wielki marsz, wydany pod pseudonimem Richard Bachman, utknął mi w pamięci na długo. Myślę, że to była idealna książka na początek przygody z Kingiem. Od tamtej pory sięgam po jego powieści co kilka miesięcy, kiedy mam ochotę na ten specyficzny dreszczyk emocji.

I – wreszcie! – jeszcze w gimnazjum spędzałam wieczory i poranki z Geraltem, wiedźminem wymyślonym przez Andrzeja Sapkowskiego. To jest zdecydowanie mój ulubiony bohater literacki; opowiadałam o nim na maturze ustnej z polskiego i spędziłam dobre kilkaset godzin, grając w gry wydane przez CD Projekt RED. Aktualnie, po premierze pierwszego sezonu netflixowego serialu Wiedźmin, powoli odświeżam całą Sagę o wiedźminie. <3

Tu możesz poczytać o moich ulubionych seriach fantastycznych

Po trzecie: narkotyki i inne trudne historie

My, dzieci z dworca ZOO, Joint, Hera, moja miłość, Lot komety, KokainaPamiętnik narkomanki – taki zestaw poleciłabym każdemu nastolatkowi w ramach profilaktycznego przeciwdziałania używkom. Każda z tych książek była dla mnie wstrząsająca. Nie wyobrażam sobie, że ktoś znający te historie, mógłby się dać wciągnąć w cały ten szajs.

Gminna biblioteka, do której należałam, dysponowała naprawdę pokaźnym księgozbiorem. Wyjątkowymi książkami, o których nie sposób zapomnieć, były te z wydawnictwa Ossolineum. Seria nie miała chyba swojej nazwy, a książki miały różnych autorów. Wspólnym mianownikiem były trudne problemy dotykające młodych ludzi, od anoreksji i bulimii (W sidłach anoreksji, Dziennik bulimiczki), przez molestowanie (Dobranoc, słonko), po życie po utracie wzroku (W ciemności). Historie były mistrzowsko opisane, mocno wciągały i naprawdę pozwalały przeżywać uczucia bohaterów.

Co było później?

Później były Igrzyska śmierci, Niezgodna, Trylogia czasu, Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów… Do tej pory raz na jakiś czas lubię sięgnąć po pozycję z kategorii young adult, na przykład od Colleen Hoover.

I tak, wiem, że to nie jest literatura najwyższych lotów. Uważam jednak, że każda książka poszerza horyzonty, a historie dla młodzieży w szczególności pozwalają nam poznać samych siebie.

W każdym z nas mieszka dziecko, i właśnie tym dzieciom życzę przeżywania wspaniałych przygód – i realnie, i na kartach książek. Ekscytuj się i wzruszaj! A później koniecznie napisz, która lektura wpędziła Cię w taki stan. 🙂


1 komentarz do “Lektury dla nastolatków

  1. Kasia Odpowiedz

    „Tylko cień” Karine Giebel od wielu, wielu lat czytam kryminały, ale żaden od dawna nie zrobił na mnie TAKIEGO wrażenia. Cały czas wracam do tej książki myślami. To nie jest zwykły kryminał. To nie jest krwawa historia jakich wiele. To książka, o której nie da się zapomnieć. Tak bardzo różna i tak bardzo dobra. O zakończeniu, które wbija w fotel. Gwarantuję, że każdego zaskoczy.

Dodaj coś od siebie

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *