Top 10: Ulubione serie fantastyczne

Był wpis o rankingach, pora zatem na przedstawienie pierwszego z nich. Uwielbiam fantastykę, dlatego wybrałam 10 ulubionych serii książkowych z tego gatunku. Zapraszam!

1. Harry Potter, J. K. Rowling

„Państwo Dursleyowie spod numeru czwartego przy Privet Drive mogli z dumą twierdzić, że są całkowicie normalni, chwała Bogu.”

Best of the best, od kilkunastu lat na pierwszym miejscu w moim serduszku. Świat wykreowany przez panią Rowling tak bardzo przypadł mi do gustu, że bez zastanowienia mogłabym się przenieść do Hogwartu albo na ulicę Pokątną. Kolejne tomy serii ukazywały się w takich momentach mojego życia, że utożsamianie się z bohaterami było naturalne, a ich przygody przeżywałam jak swoje własne. To dzięki nim fantastyka zajęła specjalne miejsce w moim sercu i znajduje się tam do dzisiaj.
W pamięci szczególnie utkwiło mi czytanie ostatniego tomu w wersji „piracko” tłumaczonej przez Internautów. Z jednej strony była to katorga, bo każdy rozdział przygotowany był przez kogoś innego, a co za tym idzie, był to istny misz-masz stylów. Z drugiej strony mogłam zaspokoić ciekawość dużo wcześniej, niż mogłabym to zrobić czekając na oficjalne tłumaczenie. Co więcej, po późniejszym przeczytaniu tłumaczenia Andrzeja Polkowskiego, jeszcze bardziej doceniłam jego profesjonalizm i lekkość pióra.
Do serii powracam, kiedy mam ochotę na magiczny klimat, aktualnie realizuję wyzwanie przeczytania jej w oryginale. Trzymajcie kciuki!

2. Saga o Wiedźminie, Andrzej Sapkowski. 

Jeśli seria o Harrym Potterze to była moja pierwsza miłość, to Saga o Wiedźminie jest dojrzałą miłością na całe życie. W głowie mam wiele cytatów z sagi i opowiadań, bardzo lubię wracać do tych historii. Postać Geralta z Rivii mocno wpisała się w polską kulturę, a dzięki serii gier stworzonych przez CD Projekt RED przygody wiedźmina zawędrowały za ocean.
Saga obfituje w charyzmatyczne postacie i wydarzenia na długo zapadające w pamięć. Wracam do niej często ze względu na niepowtarzalny klimat.

3. Pieśń lodu i ognia, G. R. R. Martin.

Serial HBO wyniósł tę serię na wyżyny popularności. Są momenty, kiedy „Grę o tron” widać wszędzie, a osoby, które nie są zaznajomione z tematem, mogą liczyć na zlinczowanie wśród znajomych.
Lubię sięgać do źródła, dlatego „Pieśń lodu i ognia” przeczytałam jeszcze przed obejrzeniem jej telewizyjnej wersji. Historia przedstawiona w powieści jest nie do porównania z żadną inną książką. Już po pierwszym tomie czytelnicy przekonują się, że tu nie ma miejsca na cukierkowe szczęśliwe zakończenia. Mnogość wątków i postaci sprawia, że lektura wymaga rzeczywistego skupienia. Z niecierpliwością czekam na „Wichry zimy”, zapowiadaną ostatnią część sagi.

4. Igrzyska Śmierci, Suzanne Collins.

To jedna z tych książek, od których absolutnie nie mogłam się oderwać. Koncepcja świata przedstawiona przez panią Collins trafiła w sam środek mojego gustu czytelniczego. Dokładnie tak, jak główna bohaterka. Lubię takie twarde zawodniczki, dziewczyny nie do złamania, które wraz z rozwijającą się fabułą odkrywają swoją uczuciowość.
„Igrzyska śmierci” skłaniają do refleksji, do postawienia się w sytuacji bohatera i zastanowienia, jakie byłoby nasze zachowanie. Do zatrzymania się na chwilę nad rozwojem cywilizacyjnym, nad człowieczeństwem. Mimo dość trudnej i drastycznej tematyki ta seria jawi mi się w myślach jako lekka, wakacyjna lektura.

5. Niezgodna, Veronica Roth. 

Seria porównywana do „Igrzysk śmierci”, o podobnym do nich stopniu „wciągania”. Poruszane kwestie społeczne są nieco inne, choć tutaj również mamy ukazaną wizję przyszłości. Niepokojącą wizję. Podział ludności na frakcje ma wiele zalet, z założenia wprowadza porządek i ład. Ten idealny układ zaczyna jednak podupadać, kiedy pojawiają się ludzie niedający się wtłoczyć w schemat. Seria niesie ponadczasowe przesłanie, że każdy człowiek to indywidualna jednostka, a próby segregacji i szufladkowania niosą negatywne skutki. 
Główna bohaterka – Tris – nie jest może moją ulubioną postacią w literaturze, jednak cieszę się, że poznałam jej przygody.

6. Oko jelenia, Andrzej Pilipiuk.

Warsztat rodzimego autora przypadł mi do gustu już podczas zapoznawania się z przygodami Jakuba Wędrowycza. „Oko jelenia” skłoniło mnie jednak do głębszych przemyśleń, dających motywację do ciągłej nauki i dostrzegania zasad funkcjonowania świata. Pomyśl – budzisz się w XVI wieku. Nie ma elektroniki, infrastruktury, a nawet penicyliny. Jak długo przeżyjesz?
Czy będziesz w stanie uchronić się przed czyhającymi zagrożeniami? Zakończenie serii nie do końca mnie usatysfakcjonowało, jednak uważam, że warto było się z nią zapoznać. Od teraz przyglądam się bacznie każdej łasicy, szczególnie wypatrując zielonego okrągłego kamyka…

7. Dziedzictwo, Christopher Paolini.

Smoki! <3 Uwielbiam smoki, dlatego Eragon i Sapphira to duet, z którym z przyjemnością spędziłam wiele godzin podczas lektury tomiszczy składających się na serię Dziedzictwo. Paolini jako młody autor („Eragon” został wydany kiedy ten miał 15 lat) odniósł wybitny sukces. W serii odczuwalne są pewne niedociągnięcia i momentami można zauważyć brak życiowego doświadczenia autora, jednak przedstawiona historia jest wciągająca, a rozległość stworzonego świata naprawdę zachwyca. Podsumowując: chapeau bas!

8. Mroczna wieża, Stephen King. 

„Człowiek w czerni uciekał przez pustynię, a rewolwerowiec podążał w ślad za nim.”

Cały cykl czytałam 3 lata. Do twórczości Kinga mam ambiwalentny stosunek, przechodzę od fascynacji do niechęci, jak po szablonowej sinusoidzie. „Mroczna wieża” jednocześnie mnie wciągała i odpychała, niektóre części czytałam jednym tchem, przy innych robiłam kilkumiesięczne przerwy. Wiedziałam jednak, że muszę poznać tę historię do końca, przekonać się, czy na rewolwerowca czeka „polana na końcu ścieżki”.
Cała seria obfituje w alegorie, symbole i powiedzenia, które strona za stroną wwiercają się w umysł i zostają w nim jeszcze na długo po lekturze. Jak dziewiętnaścieka.

9. Silver (Księga snów), Kerstin Gier. 

Sny fascynują mnie od zawsze. „Księga snów” porusza motyw, który pojawia się w marzeniach wielu ludzi – a gdyby tak móc wejść w czyjeś sny…? Na myśl o wspólnych nierzeczywistych przygodach i możliwości ich modyfikacji z pewnością wiele osób poczuje ciarki. Temat ma ogromny potencjał, ale moim zdaniem nie został tutaj do końca wykorzystany. Trylogia stanowi jednak miłą i wciągającą lekturę.

10. Trylogia czasu (Czerwień Rubinu, Błękit Szafiru, Zieleń Szmaragdu), Kerstin Gier. 

Tutaj też pojawia się lubiany temat: podróże w czasie. Autorka oprócz wciągającej fabuły funduje nam całkiem dobre żarty, dlatego przyjemność czytania jest podwójna. To seria, którą pamiętam najmniej, jednak wspomnienie jest bardzo przyjemne. Na pewno jeszcze kiedyś sięgnę po dzieła pani Gier. 

Lubisz fantastykę? Jakie serie chciałbyś umieścić jeszcze na tej liście? 🙂


omentarzy do “Top 10: Ulubione serie fantastyczne

  1. Asia/ Lemur Podróżnik Odpowiedz

    Na Harrym Potterze się wychowałam, więc nie dziwię się, że zajmuje pierwsze miejsce:)

  2. sunspot Odpowiedz

    Harry rządzi! 🙂

  3. stały czytelnik Odpowiedz

    Rankingi. Serio? 🙂

Dodaj coś od siebie

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *