Jesteś niewolnikiem czy frajerem?

Są ludzie, którzy kupują garnki i koce w horrendalnych cenach na dedykowanych temu spotkaniach, po uprzednim zaproszeniu telefonicznym. Frajerzy, dali się nabrać!, powiesz. A może Ty też bywasz frajerem?

Uh, no to poleciałam. Kto to widział, obrażać czytelnika, i to już we wstępie!

Tak naprawdę chodzi o meandry oszczędzania i zarządzania budżetem. Wielu ludziom czasem przydaje się taki pstryczek w nos, zmuszający do zatrzymania się i spojrzenia z dystansem na swe poczynania.

Ostatnie dekady przyniosły nam rozwój technologiczny, a ten z kolei przyniósł falę uzależnień. Przyzwyczajeń, których nie zauważamy, nie zwracamy uwagi, a już na pewno nie widzimy w nich problemu…

I nie chodzi mi o kawę czy papierosy. I nawet nie o uzależnienie od smartfonów, chociaż to jest temat na osobny, solidny wpis. Chodzi o coś z pozoru nieistotnego.

Ile masz kart rabatowych?

Nosisz w portfelu karty na punkty, rabatowe i lojalnościowe przeróżnych firm? Pewnie tak. A z ilu z nich korzystasz? Masz teraz okazję do zrobienia przeglądu portfela. 🙂

Jak zostałam czytaczem regulaminów

Miałam kiedyś okazję dołączenia do programu lojalnościowego w pewnej sieciówce odzieżowej. Kupowałam dość drogą sukienkę, więc za jej zakup na start dostałam pokaźną liczbę punktów. Jakie było moje rozczarowanie, kiedy po kilku miesiącach chciałam znów coś kupić i wykorzystać te punkty (przecież tyle ich było!), i okazało się, że już ich nie ma… Były ważne chyba 6 miesięcy, a później cześćnaraziepa, konto wyczyszczone.

Z karty zrezygnowałam. Nie kupuję tak często ubrań, żeby nazwać się lojalną klientką którejkolwiek sieciówki. Ale, ale! Później znowu dałam się nabrać i łatwo połknęłam przynętę. Bach, karta w kolejnym sklepie. Wiedziałam, że dają zniżki urodzinowe — zawsze coś. Miałam niedawno urodziny i co? I zniżka, owszem, była, ale nie na asortyment, którym jestem zainteresowana. Znowu zostałam frajerem

Morał z tego taki, że teraz czytam regulaminy, zanim coś podpiszę. Zawsze.

Zniżki zniżkami, ja oszczędzam na prądzie!

Ręka w górę, kto jest niewolnikiem taryfy nocnej! (Żartowałam, i tak nie widzę, kto podnosi rękę). Korzystanie z tańszego prądu w nocy to rewelacyjna sprawa. To zrozumiałe, że dostawcy stosują takie triki — klient zadowolony, bo ma taniej, a nadwyżki energii się nie marnują.

No to co się czepiasz?

Jest sobie, powiedzmy, Agata.
Agata osiąga mistrzostwo w oszczędzaniu na taryfie nocnej. Wybija 22:00 i wtedy zaczyna zawody: wstawia pranie i zmywarkę, a później prasuje w akompaniamencie telewizora. Czasem włączy odkurzacz, ale tylko na chwilę, żeby sąsiad z dołu nie zdążył się zdenerwować. Po takim maratonie jeszcze tylko rozwiesi pranie, weźmie szybki prysznic (na wodę nie ma taryfy nocnej) i naładuje telefon i laptopa. Ustawi budzik na 5:30, żeby przed 6:00 wysuszyć włosy.

Po miesiącu takiego maratonu Agata jest kilka złotych do przodu i ma o dwie zmarszczki więcej. (Oklaski).

Nie bądź jak Agata.

Słyszałam niedawno historię Jacka, który kilkanaście lat temu skorzystał z dofinansowania na panele fotowoltaiczne. Rewelacja, bardzo dobra inwestycja. W czym więc problem?

Jacek stał się niewolnikiem energii ze słońca. Tak się wciągnął w oszczędzanie prądu, że wymienił żarówki na te najsłabsze, a w jego mniemaniu — najbardziej ekonomiczne. I niszczy wzrok sobie i dzieciom, bo ma ciemno w domu. Ale jak tanio! Prąd za darmo, ze słońca!

Jak się chce, to można używać świec zamiast żarówek. Bardziej romantycznie.

Tekst absolutnie nie ma na celu urażenia osób, które korzystają z opisanych rozwiązań. Rozwiązania nie są złe. Złe jest zero-jedynkowe podejście do nich — albo korzystam na 100%, albo w ogóle.

Podczas gdy można to wypośrodkować i korzystać z rozsądkiem. I właśnie tego rozsądku Wam życzę. 🙂


Komentarze

  1. Łukasz z Jak Przetrwać Odpowiedz

    Ja korzystam z taryfy nocnej, ale tylko dlatego, że w nocy jest większa wena 🙂

    1. Niestatystyczna Odpowiedz

      Taki argument doskonale rozumiem. 😀

  2. Monika Kudryk Odpowiedz

    Ja zawsze powtarzam, że we wszystkim trzeba zachować umiar i nie popadać w skrajności 😃

  3. Paulina z Poukładana Odpowiedz

    Trafny wpis. Ja to się zawsze zastanawiam dokąd nas prowadzi takie działanie, co ma na celu. Tak jak w przypadku tego oszczędzania z żarówkami. Na co te zaoszczędzone pieniądze pójdą? Bo chyba na okulary dla domowników. Zawsze rezygnacja z czegoś niesie plusy i minusy. Warto czasami się zastanowić kosztem czego to się odbywa i dokąd ma prowadzić.

    1. Niestatystyczna Odpowiedz

      Otóż to, uwzględnianie kosztów i konsekwencji naszych działań powinno być naturalne jeszcze przy podejmowaniu decyzji. A nie, że po 10 latach się orientujemy, że robimy coś bez sensu. 😀

  4. Bookendorfina Odpowiedz

    I znów potwierdza się, że we wszystkim musi być umiar, i to jeszcze taki dopasowany do naszego stylu życia, a nawet osobowości. 🙂

  5. Wiola Odpowiedz

    mój kolega wiózł mnie ostatnio przez pół miasta do CPNu, gdzie paliwo było 5 groszy tańsze😁

    1. Niestatystyczna Odpowiedz

      Na pewno dużo zaoszczędził. 😀

Dodaj coś od siebie

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *